Wiosenny spacer na lotnisku

Dzisiejszego popołudnia mój Pan ze swoimi rodzicami, Basią i ciocią Reginą zabrali mnie i Toresa na spacer na pobliskie lotnisko. A w zasadzie to mnie zabrali rodzice pana Waldka samochodem, a Tores z panem Waldkiem popędzili na lotnisko rowerem.

Z tego co usłyszałam po przyjeździe na lotnisko Tores miał wielką radochę, bo całą drogę na lotnisko pędził jak pocisk ciągnąc pana Waldka na rowerze. Podobno pan musiał od czasu do czasu ostro naciskać hamulce, bo Tores tak się rozpędził, że ciężko go było inaczej zatrzymać … i chyba nie zmyślali, bo sama widziałam już na lotnisku, jak Tores szalał z panem Waldkiem, ja nie mogłam w ogóle za nimi nadążyć. Myślę, że Tores będzie niezłym zawodnikiem w psich zaprzęgach – ma chłopak parę 😉

Odpuściłam sobie te ganianie za nimi, bo i tak nie miałam szans ich dogonić i poszłam z Panią pospacerować po okolicy. Zabawa była przednia, powygłupiałam się trochę z Basią, ciocią Reginą no i oczywiście z tatą pana Waldka.

Po jakiejś godzince wygłupów musieliśmy się zbierać, bo zaczynało padać, więc szybciutko do samochodu i …. klops … nie zmieściliśmy się wszyscy. A w zasadzie to rower nie chciał się zmieścić z nami w samochodzie, więc pan Waldek musiał wrócić do domu rowerem, a my z Toresem wracaliśmy samochodem.

Po drodze zaczęło mocniej padać. Dobrze, że tata mojego pana nie jechał szybko, to zatrzymał się i pan Waldek wskoczył do nas do samochodu i poczekaliśmy, aż przestanie padać. Po deszczu pan znów wskoczył na rower i pojechał dalej do domu.

Kiedy byliśmy już w mieście tata mojego pana wypuścił Toresa z samochodu i pan Waldek znów popędził z Toresem do domu na rowerze. Jak wróciliśmy Tores leżał koło domu plackiem z uśmiecham na pysku i sapał jak parowóz … hihi 😉


Przeczytaj poprzedni wpis:
Waldemar Mańkowski, Tores (z lewej) i Saba (z prawej)
Wataha z Doliny Drwęcy

Miło nam poinformować, że po długim oczekiwaniu dostaliśmy potwierdzenie rejestracji nazwy naszej hodowli. Od dziś strona zmienia nazwę ze Świata

Zamknij