Pierwszy dzień u nowej rodziny

Jeszcze nigdy żadna noc tak mi się nie dłużyła. W końcu jednak ta koszmarna noc minęła. Niestety ani dla mnie ani dla mojego nowego Pana nie było dane tej nocy odpocząć po długiej i męczącej podróży. Bałam się zasnąć, ponieważ nigdy nie spałam jeszcze poza „Klanem”, a mój nowy Pan nie wyspał się z mojego powodu, bo co chwila go wołałam, aby został ze mną … ale cóż, chciał, abym tu zamieszkała – niech teraz cierpi.

W końcu nastał dzień. Było około godziny 07:00 rano, gdy się obudziłam po krótkim i nerwowym śnie. Nikogo przy mnie nie było, więc zaczęłam cichutko piszczeć, bo się wystraszyłam, że zostawili mnie samą i gdzieś sobie wszyscy poszli. Po krótkiej chwili jednak przyszedł do mnie mój nowy Pan i zaczął do mnie mówić i uspokajać mnie.

Ucieszyłam się, jak go zobaczyłam, aż z tej radości popuściłam siusiu … ups … ale Pan był wyrozumiały i nic nie powiedział, tylko szybko wyszedł ze mną na dwór. Na dworze zrobiłam co trzeba, pobawiliśmy się troszkę w berka, a potem poszliśmy do domu i dostałam śniadanko.

W trakcie śniadania przyszli rodzice mojego Pana i przywitali się ze mną. Po śniadaniu mama mojego Pana poszła po Basię – dziewczynkę, z powodu której trafiłam do tego domu. Basia choruje na autyzm i porażenie mózgowe. Troszkę z rezerwą, ale podeszłam do niej i również z nią się przywitałam. Muszę powiedzieć, że bardzo fajna jest Basia i myślę, że będziemy fajnie spędzać razem czas podczas różnych zabaw.


Translate »
Przeczytaj poprzedni wpis:
Podróż do nowego domu

W moim rodzinnym domu - Klanie Wydra - spędziłam najwspanialsze 5 miesięcy swojego szczenięcego życia, ale jak to w życiu

Zamknij